Trzydziesty pierwszy. Candlelit dinners. Kisses in the rain. Summers in Paris.

- Fajna babka z ciebie, wiesz?
- Wiem, proszę pana.
- Powiesz moje imię? Chcę usłyszeć, jak je wymawiasz.
- Nie.
- Dlaczego taka jesteś? Przychodzisz tu, pieprzymy się, a ty jesteś zimna jak trup. Naprawdę nic nie czujesz?
- O nie… Pan się chyba we mnie zakochał.
- Strasznie jesteś cyniczna.
- I co z tego?
- Zachowujesz się jak dziwka, to ci nie pasuje.
- A co mi pasuje, proszę pana?
- Idź już stąd, mam cię dosyć na dziś.
- Pójdę. I już więcej nie wrócę.
- Niby mówisz mi na pan, ale tak naprawdę masz mnie za gówniarza.
- Jest pan młodym człowiekiem…
- Jestem tylko cztery lata od ciebie młodszy.
- Cztery lata świetlne… Pójdę już. Dziękuję za seks.
- Ale wrócisz?
- Odgrywa pan twardziela, a w gruncie rzeczy jest pan miękki. Zawiódł pan na całej linii.
- Bo cię polubiłem?
- To idzie w złym kierunku. Mieliśmy układ, a pan wszystko popsuł.
- Przepraszam. Kurwa! Wiem, to nie tak miało być.
- Dosyć, ćśśś… Niech pan wraca do żony, do dzieci.
- I już? Tak po prostu?
- Tylko niech mi się pan tu nie rozpłacze.
- Co mam zrobić? Uderzyć cię? Tego byś chciała?
- Żenada.
- Nie wierzę, że nic do mnie nie poczułaś.
- Pieprzenie było ok. A reszta… Szkoda gadać.

 

Candlelit dinners. Kisses in the rain. Summers in Paris.
All sounded the same.

Dwudziesty piąty. We all know you don’t want help. You want company.

- Wiesz, w gruncie rzeczy fajna z ciebie babka. Tylko straszna oliwa. Nie myślałaś o esperalu?
- Myślałam. Zanim mój mąż odszedł. Teraz już nie myślę.
- Użalamy się nad sobą, co? Zostawił mnie to teraz się zachlam?
- Mniej więcej.
- Jesteś beznadziejna.
- Tylko niech się pan nie zakocha…
- Mamy prosty układ: tylko pieprzenie.
- Kiedyś tak dużo pan ze mną nie rozmawiał.
- Myślisz, że mnie obchodzi twoje zasrane życie? Jesteś żałosna z tym swoim chlaniem i tęsknotą za swoim esesmanem. Rzygam na ciebie.
- Niech pan rzyga.
- Myślisz, że żartuję?
- Nie.
- Odjazd…
- Kończy mi się Elicea, przepisze mi pan?
- Jestem dentystą, a nie psychiatrą, kobieto.

We all know you don’t want help. You want company.

Dwudziesty pierwszy. Hate me. Do it and do it again. Rape me, my friend.

Tamtego dnia wypiłaś za dużo przed spotkaniem z nim. Facet był napalony, ale nie na tyle, żeby pieprzyć zwłoki. Wściekał się strasznie. Wtedy nie wiedziałaś, do czego jeszcze jest zdolny. Marzył ci się romans jak z Hollywood, chciałaś być księżniczką na ziarnku grochu, Śpiącą Królewną, Kopciuszkiem. Ale on miał inne plany. Przewrócił cię na podłogę, kazał ci się rozebrać. A potem zaczął się onanizować i trysnął ci w twarz nasieniem.
Powiedziałaś mu, że nigdy więcej nie przyjdziesz. Płakałaś, a on cię wyśmiał.
- Wrócisz, wrócisz.Obrzydzenie do siebie próbujesz zmyć zwykłą wodą i pachnącym mydłem? Zgwałcił cię ten twój fagas, chociaż nawet cię nie tknął. Sama do niego przyszłaś, sama tego chciałaś. ON miał rację: potrzebujesz faceta, który pociągnie cię na dno. Dlaczego to sobie robisz? Dlatego, że ON cię zostawił? A gdyby wrócił, gdyby dowiedział się co zrobiłaś? To już nie są niewinne romansiki, przygodne seksy. Tego by ci nie wybaczył. Straciłby do ciebie szacunek. Nie zasługujesz na to, żeby ci wybaczył. Nie zasługujesz na JEGO szacunek.

Dwunasty. I say I love you but your loving has gone forever.

Podarte, zakrwawione majtki i dwie zużyte prezerwatywy po prostu wrzucił do twojej torebki. Odepchnął cię, kiedy chciałaś tak po prostu się przytulić. Czułości są dla żony i dzieci. Wyciągnął telefon i pokazał ci zdjęcia z jakiejś rodzinnej imprezy.
- Widzisz? Czy mógłbym taką rodzinę zostawić dla ciebie?
- A nie przeszkadza to panu, że ją pan zdradza, doktorze?
- Zdrada? O czym ty pieprzysz? Nie schlebiaj sobie. Pieprzenie ciebie to masturbacja, taka ulepszona.

Gdybyś mógł mnie teraz zobaczyć… Zabiłbyś mnie.

Proszę, wróć.

Drugi: You told me, I see the rise but it always falls.

Ta historia zacznie się od telefonu, którego nie powinnaś odbierać.
- Dzień dobry, nazywam się Le…ska… Jestem żoną doktora Le…kiego. Pani spała z moim mężem.
- Skąd ma pani mój numer i kto pani powiedział, że z nim spałam?
- Sam mi powiedział. A numer wzięłam z pani karty medycznej.
- I zadzwoniła pani, bo…?
- Chciałam pani pogratulować. Kawał dobrej roboty.
- Nie musi pani…
- Wiem o wszystkim, sama mu to zaproponowałam. Nie mówił?
- Właściwie…
- No tak, no tak. Nie jest typem gaduły. Widzi pani, jestem w zagrożonej ciąży. Nie mogę… No wie pani. Mąż ma swoje potrzeby, więc…
- Jesteście popieprzeni.
- I kto to mówi? Proszę pani, mąż mówi mi o wszystkim.

A miało być tak pięknie. Po dekadzie uczuciowej suszy oto miał nastąpić potop. W esemesie napisał tylko: „Wizyta o 16.00″. Oczyma wyobraźni widziałaś siebie w jego ramionach, delikatne pocałunki, potem ostry, długi seks. Założyłaś małą czarną, push-up i 2 krople Éclat.

- Czy na pewno?
- O czym pani mówi?
- Mówię, że pani mąż to gwałciciel i cham.

Możesz tylko wyobrażać sobie, że to powiedziałaś. Przecież nie masz żadnych dowodów. Sama do niego przyszłaś. Chodziłaś do niego od dawna. W końcu to twój lekarz. Nie broniłaś się. Był cholernie silny. Popchnął cię na sofę w poczekalni. Nie zwróciłaś uwagi na opuszczoną żaluzję i nie zdziwiło cię, że zamknął drzwi na klucz?

- Proszę pani, pani mąż ma potencję szesnastolatka. Przeleciał mnie dwa razy w czasie 10 minut. Bolało. Ja lubię ból, ale nie o niego chodziło.

Czy jesteś gotowa objąć mrok? Druga natura samicy alfa. Ciemna strona. Zawsze wybiera facetów silniejszych od siebie, żeby mogli ją podporządkować, okiełznać, wdeptać w ziemię. Facetów niebezpiecznych, psychopatów, zboczeńców. Brutalnych, nieobliczalnych, pozbawionych skrupułów, dążących do sukcesu po trupach. Takich, przy których czuje się gorsza, nic nie warta. Pozbawiona swojej mocy, charyzmy, woli. Nie tylko odarta z godności, ale także uwolniona od ciężaru odpowiedzialności, całkowicie zdana na mężczyznę. Poddana jego woli. A jednocześnie skazana na niespełnienie, bo żaden mężczyzna nie jest w stanie odwzorować ideału, tego jedynego, pierwszego, TEGO, który ją stworzył na swój obraz i podobieństwo.

Ale ON odszedł, bo tłamsiłaś GO swoją obsesją, miał dosyć tego uwielbienia, i tego że im gorzej cię traktuje, tym bardziej go kochasz. Dbałaś o NIEGO i o siebie, by był z ciebie zadowolony. Mógł cię pieprzyć i bić, a ty brałaś od niego wszystko, co ci dawał. Traktował cię brutalnie, ale byłaś jedyną osobą, którą szanował. Kochał cię na swój pokręcony, chory sposób. Nauczył cię wszystkiego, stworzył cię, obudził potwora przyczajonego w tobie. A ty gotowałaś dla NIEGO, dbałaś o porządek, bo nie życzył sobie obcych ludzi sprzątających w waszym domu, i żeby zawsze miał pełne szkło. Ale ON nie potrzebował kucharki, praczki, sprzątaczki i służącej, ani nawet kochanki i prywatnego worka treningowego. Po prostu wyszedł, nic ze sobą nie zabrał. Wierzyłaś, że wróci. Spałaś pod drzwiami jak suka. Bałaś się, że wróci po rzeczy, a ty stracisz okazję, by GO przekonać, aby został. Ale nie wrócił. Mijały tygodnie. Zorientowałaś się, że opłaca wasze rachunki, i to dało ci nadzieję, że to nie koniec. Ale tygodnie zmieniły się w miesiące, a ON nie dawał znaku życia.

I wtedy zjawił się ten drugi. Właściwie znałaś go od dawna, bo był twoim lekarzem. Ale teraz pojawił się w twoim życiu, żeby cię zniszczyć. Teraz przypominają ci się JEGO prorocze słowa: potrzebujesz mężczyzny, który pociągnie cię na dno.
Którejś nocy po tym jak ON odszedł, śniło ci się, że zostałaś zaproszona na bal do szatana, zupełnie jak w tej rosyjskiej powieści, a następnego dnia cham pozujący na Bardzo Złego gwałcił cię od tyłu.

You told me, I see the rise but it always falls.